wtorek, 22 maja 2018
szczury i ludzie, czyli o motywacji
Motywacja to takie dziwne pojęcie, które pojawia się, kiedy go nie ma :) Nie zdarzyło mi się chyba usłyszeć: "Mam motywację jak stąd do Honolulu", za to często słyszę: "Jakoś dzisiaj nie mam motywacji". "Brakuje mu motywacji", "zrobiłabym to, ale nie mam motywacji"-
Słowo "motywacja" pochodzi od późnołacińskiego motivare, czyli "poruszać", "popędzać". Ma funkcję eksplanacyjną, czyli jest używane w celu wyjaśnienia, dlaczego podejmujemy i podtrzymujemy jakieś działanie.
O motywacji marzymy i jej brakiem tłumaczymy to, że nie robimy czegoś, co chcielibyśmy (albo przynajmniej tak twierdzimy) robić. Problem jednak jest taki, że motywacji jako takiej nie możemy obserwować, widzimy tylko zachowanie lub jego brak (o ile można powiedzieć, że widzimy coś, czego nie ma). Łatwo możemy więc wpaść w błędne koło i twierdzić, że ktoś je, ponieważ jest głodny a następnie dowodzić, że musiał być głodny, ponieważ jadł; albo że pracowała od samego rana bez przerw na kawę, ponieważ była silnie zmotywowana i wyjaśniać, że musiała być silnie zmotywowana, bo tak ciężko pracowała. W języku potocznym często tak się dzieje, i dlatego brakiem motywacji łatwo nam jest się wytłumaczyć. To całkiem wygodna wymówka, prawda? Upośledzenie systemu motywacyjnego brzmi dużo lepiej niż lenistwo czy lęk przed porażką albo chorobliwy perfekcjonizm.
Jak więc motywację rozumie psychologia? Jest to zmienna pośrednicząca, czyli pojęcie, które łączy zmienne niezależne (czyli w wielkim skrócie przyczyny), takie jak aktywność hormonalna, deprywacja, czyli pozbawienie czegoś (np pokarmu czy bardziej skomplikowanych wzmocnień), czy też uczenie się społeczno-kulturowe i zmienne zależne ( w tym wypadku obserwowalne reakcje): aktywność układu nerwowego, aktywność nastawiona na cel, wytrwałe działanie mimo braku nagród itp.
Siłę motywacji można mierzyć takimi wskaźnikami jak poziom aktywności, tempo uczenia się, osiągnięty poziom wykonania, rodzaj i poziom trudności wybieranych zadań.
Czemu o tym wszystkim piszę? Bo ostatnio o motywacji bardzo głośno i mam wrażenie, ze sporo ludzi uważa, że to jest coś, co się ma, albo nie. I jak nie, to trudno, nic z tym nie można zrobić - jakim mnie Panie Boże stworzyłeś, takim mnie masz, chyba że raczysz zesłać mi jakąś motywację. Ale to lepiej od poniedziałku, bo teraz mi się nie chce. Albo druga skrajność - szukanie nie wiadomo jakich sposobów na podniesienie motywacji - kursów, szkoleń, cudownych trików żeby mi się chciało.
Jasne, że jak nam "się chce" to działamy skutecznie. Szczury też. Oszczędzę Ci opisów eksperymentów, jakie robiono na tych miłych zwierzątkach, żeby sprawdzić, jakie efekty motywujące ma na przykład pragnienie, głód, oddzielenie samca od zachęcającej samicy czy matki od młodych. Zdradzę tylko, że to ostatnie miało największy wpływ na zachowanie*. Popędy, czynniki biologiczne, hormonalne itp. oczywiście silnie na nas wpływają, ale nie tylko one mogą nas motywować do działania. Gdyby tak było, tylko byśmy, jedli, spali i rozmnażali się. A tak się składa, ze oprócz tego również tworzymy, odkrywamy, projektujemy, uczymy się i zmywamy naczynia. Jesteśmy w stanie stawiać sobie cele, i to właśnie te cele mogą nas motywować, tak przynajmniej twierdzi psychologia poznawcza. Według tego podejścia, osobiście mi bliskiego, ludzie w większym stopniu są motywowani przez wyobrażone przyszłe wydarzenia niż przez bodźce z bezpośredniego otoczenia.
Wniosek jest następujący:
Zamiast narzekać, że nie masz motywacji, postaw sobie cel i do tego celu dąż. Po prostu. Zamiast szukać sposobów, żeby ci się chciało, rób to, czego chcesz, nawet jeśli Ci się nie chce w tej chwili.
* dla ciekawych - Warden C. J. (1931) Animal motivation. Experimental studies on the albino rat. New York: Columbia University Press, za: P.G. Zimbardo, (1999). Psychologia i życie. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz