środa, 30 maja 2018

co to ta psychologia?

Na moim profilu na Facebooku zamieściłam niedawno ankietę z pytaniem: "Z czym Ci się kojarzy słowo psycholog? Bardzo dziękuję wszystkim, którzy się odezwali. Wyniki oczywiście są nieistotne statystycznie, bo próba była za mała. To znaczy, że każdy statystyk rwie sobie włosy z głowy, kiedy widzi, że na podstawie dwudziestu wypowiedzi stawia się wniosek dotyczący całej populacji: ludzie uważają, że... Spytajcie Janiny, jeśli mi nie wierzycie. Skoro jednak wynik potwierdza moje hipotezy to przymknę oko na liczebność próby (w sumie to Wasza wina, że nie namówiliście sąsiadów do wzięcia udziału w ankiecie) jak robi każdy szanujący się naukowiec, który musi rozliczyć się z grantu na badania i wnioski wyciągnę, a co! A wnioski są następujące:
Ludzie uważają, że psycholog zajmuje się terapią, pomocą i rozmową. Pozostałe odpowiedzi w większości były jakoś powiązane z tymi trzema, które pojawiły się najczęściej. Jedna osoba się wyłamała i napisała psyche, ale to psycholog, więc się nie liczy. Tylko nie sprawdzajcie, kto to, bo przyjdzie RODO z czarnym worem i Was porwie. Ciekawe swoją drogą, jak by na to pytanie odpowiedzieli inni koledzy i koleżanki po fachu. Pamiętam moje bezbrzeżne zdumienie, kiedy na jednych z pierwszych zajęć na studiach prowadzący spytał, czemu zdecydowaliśmy się na ten kierunek i zdecydowana większość, jeśli nie wszyscy, odmieniali słowo pomoc przez wszystkie przypadki. No, może poza wołaczem. Czemu mnie to zdziwiło? Bo ja zeznałam coś zupełnie innego*.
Oczyma wyobraźni widzę teraz pulsujące znaki zapytania w waszych oczach. Eeee? To co ci psycholodzy robią, jeśli nie pomagają rozmawiając w czasie terapii? Spokojnie. To też. Odkryję jednak przed Wami pewien sekret. Psychologia to nie tylko terapia. A nawet, nie przede wszystkim terapia. Więc co?
Psychologia, jak inne logie, to nauka. Dosłownie nauka o duszy. Do XIX wieku tak ją traktowano. Tylko, że w pewnym momencie okazało się, ze nie wszyscy wierzą, że mają duszę, a psychologię uprawiać chcieli. Na przełomie wieków XIX i XX przedmiotem nauki stała się więc świadomość. W 1897 roku w Lipsku powstało pierwszy instytut psychologiczny. Czym się zajmował profesor Wilhelm Wundt, który go założył? Terapią małżeńską? Zbuntowanymi nastolatkami? Dziećmi z fobią szkolną? Ależ skąd. Sadzał studentów przed metronomem nastawionym raz na szybkie, raz wolne tykanie i pytał, jak odbierają te dźwięki. Okazało się, że szybkie tykanie wywołuje zdenerwowanie a powolne - odprężenie. Poza tym osoby badane twierdziły, że przed każdym dźwiękiem doznawały słabego wrażenia napięcia, natomiast bezpośrednio po odczuwały ulgę.
Niestety znów pojawił się problem, bo kiedy bada się świadomość, przedmiot i podmiot badań (czyli badany i badający) jest ten sam, co pociąga za sobą brak obiektywizmu. Dla nauki to duża skucha. Referowanie drugiej osobie o procesach zachodzących w naszej świadomości jest szalenie trudne. Nawet zjawiska w świecie zewnętrznym, wydawało by się, że obiektywne, są przez nas różnie spostrzegane. Gdyby tak nie było, uniknęlibyśmy licznych kłótni małżeńskich na temat tej niebieskiej kurtki, która jest zielona. Spróbujcie wytłumaczyć komuś, co to znaczy, co coś jest zielone. Umówiliśmy się, że pewne obiekty nazywamy zielonymi, ale to wcale nie znaczy, że spostrzegamy je w ten sam sposób. Jeszcze trudniej jest ze świadomością introspekcyjną, czyli dotyczącą własnych procesów psychicznych. Nawet jeśli w takiej samej sytuacji dwie osoby mówią, że odczuwają zdenerwowanie, odprężenie czy ulgę, czy znaczy to, że na pewno odczuwają to samo?
W takim razie, skoro z badaniem wiadomości jest tyle problemów, trzeba poszukać czegoś, co da się bezpośrednio obserwować. W takim razie - zachowanie. Kiedy behawioryści zabrali się do roboty otworzyły się nowe możliwości - można było badać zwierzęta oraz dzieci i inne osoby, z którymi nie można przeprowadzić wywiadu. Sam John Watson, twórca behawioryzmu, nie uważał się co prawda za psychologa, ale do rozwoju psychologii wniósł ten nurt bardzo wiele.
W historii psychologii pojawił się jeszcze jeden pomysł na to, czym mogłaby się ona zajmować. Przedstawił go niejaki Zygmunt Freud. Wiecie już? Tak, to nieświadomość. Według klasycznej psychoanalizy świadomość to tylko wierzchołek góry lodowej. Zachowanie i przeżywanie zależy w głównej mierze od nieświadomych procesów psychicznych. Skoro są nieświadome, to skąd o nich wiemy? Psychoanalitycy wnioskują o ich istnieniu za pomocą techniki wolnych skojarzeń (mówienie co ślina na język przyniesie), analizy marzeń sennych, przejęzyczeń, pomyłek itp. Problem w tym, że istnienia nieświadomych zjawisk, jak na przykład wyparcie, udowodnić się nie da, bo są niefalsyfikowalne, ale to już temat na inną opowieść.
Obecnie przyjmuje się, że psychologia opisuje psychiczne mechanizmy zachowania, czyli nie samo zachowanie jako takie, ale jego mechanizmy, czyli sposoby powstawania i działania; mechanizmy psychiczne, czyli związane z emocjami, intelektem, poznaniem, potrzebami itp.

Gratulacje, dobrnęliście do końca bardzo skondensowanego streszczenia historii myśli psychologicznej. Następnym razem opowiem, jakie są cele psychologii, czyli po co ona komu?

* Zastanawiacie się, dlaczego wybrałam psychologię? Nie pamiętam, co dokładnie odpowiedziałam, ale to było coś w stylu bo jestem ciekawa, jak działa mózg, albo chciałabym zrozumieć zachowanie ludzi, w każdym razie motywacja była poznawcza, a nie altruistyczna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz