- Czasu dla siebie. Naprawdę, nie trzeba ich zabawiać cały dzień. Samodzielna zabawa jest jednym z wcześniej pojawiających sie typów zabawy i chociaż w toku rozwoju jest coraz bardziej wypierana przez zabawy społeczne, nadal jest ważna i potrzebna.
- Czasu z innymi dziećmi - nie tylko rówieśnikami. Wciąż mnie zachwyca obserwowanie, jak dzieci uczą się interakcji, rozwiązywania konfliktów, jakie mają pomysły na wspólną zabawę. Inaczej spędzają czas w parach, inaczej w trójkach i większych grupach.
- Czasu z rodzicami i rodzeństwem. Niedawno skończyły się wakacje i tego czasu mieliśmy naprawdę dużo - wspólne wyjazdy, wyjścia, długie wieczorne czytanie i wspólne oglądanie "Pełnej chaty".
- Czasu z dorosłymi innymi niż rodzice. Najsilniej widać tę potrzebę we wczesnym wieku szkolnym, kiedy Pani ma bardzo duży autorytet, to co powie, liczy się bardziej niż zdanie rodziców.
- Czasu sam na sam z rodzicem.
W naszym domu jest pięcioro dzieci. Każde z nich chce mieć, przynajmniej czasem, mamę i tatę na własność. Najłatwiej ma najmłodsza, bo jest ze mną sama przed południem, poza tym nasyca się bliskością razem z mlekiem. Inni mają różne strategie na zaspokajanie tej potrzeby - ktoś ładuje się na kolana z książką, żeby poczytać tylko jemu, chociaż na wieczór jest zaplanowane wspólne czytanie. Ktoś chce, żeby się koło niego położyć i zaśpiewać "U prząśniczki" tylko dla niego. Ktoś inny, żeby przy zasypianiu podrapać za uchem. Ktoś prosi, żeby posiedzieć z nim, kiedy kończy kolację a reszta już zjadła i poszła. Ktoś wraca ze szkoły wcześniej niż reszta i pomaga przy obiedzie opowiadając, jak minął dzień. Takich chwil, kiedy jestem tylko z jednym dzieckiem, w ciągu dnia zbiera się naprawdę sporo. Okazuje się jednak, że to nie wystarcza.
Kilka miesięcy temu zaproponowaliśmy dzieciom, że raz w tygodniu któreś dziecko będzie miało "wyjście z mamą" albo "wyjście z tatą". Pomysł został przyjęty entuzjastycznie. Co ciekawe, dzieci wcale nie miały ochoty na jakieś wymyślne atrakcje - najczęściej po prostu chcą iść na lody. Idziemy więc sobie albo jedziemy rowerami we dwie, albo we dwoje. Czasem na doczepkę jest też najmłodsza, ale ona się nie liczy - starszaki same chcą ją zabierać. To wyjście to wielkie święto. Szczerze mówiąc, chociaż wiedziałam, ze ten czas z dzieckiem jest bardzo ważny, byłam zaskoczona eksplozją radości podczas pierwszej takiej wycieczki. Sam fakt, ze była zaplanowana i nazwana "wyjściem z mamą" nadawał jej powagi i znaczenia.
O ile takie codzienne chwile z dziećmi pojawiają się same, trzeba tylko je dostrzec i nauczyć się je wykorzystywać, o tyle specjalne wyjścia dobrze jest zaplanować, żeby na pewno wystarczyło wolnych popołudni dla każdego. My zapisujemy je w kalendarzu.
Warto wprowadzić taki rodzinny zwyczaj. Może właśnie teraz, na początku nowego roku szkolnego? To świetna okazja!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz